2/17/2018

Glamglow masks & Chanel Neapolis

Dzisiaj krótko o moich ulubionych maseczkach. Pamiętacie ankietę, w której pytałam czego brakuje Wam na blogu? Bardzo dużo osób pisało o postach beauty. Kiedyś publikowałam podobny wpis, ale skupiałam się w nim głównie na maskach oczyszczających a potrzeby mojej skóry się ostatnio zmieniły - teraz potrzebuję produktów mocno nawilżających. Numerem jeden jest ThirstyMud od Glamglow. Bardzo mocno nawilża, daje radę nawet przy kuracji retinolem, czyli w momencie, gdy skóra jest bardziej sucha niż zwykle. Niedawno poleciłam ją na Instagamie, obserwatorka napisała mi później, że wypróbowała i też jest zachwycona. Dalej - DreamDuo to żadna nowość w mojej toaletce - uwielbiam ten zestaw. To maska-krem - stosuje się na noc i nie zmywa. Najpierw nakłada się rozświetlające serum w żelu a później szarą część. Nigdy nie kończę jej symetrycznie (zawsze zostaje szare) i niestety nie jest zbyt wydajna, ale to może dlatego, że smaruję się nią co drugi dzień i traktuję bardziej jak krem. Skóra jest po niej pięknie naprężona, rozświetlona i nawilżona, więc to również jeden z moich top produktów. Na koniec GravityMud, czyli ujędrniający klasyk, też jest super. To mój drugi słoik (DreamDuo zużyłam już ze 4) i dopiero dzisiaj odkryłam, że maskę się ściąga a nie zmywa, lol. Zawsze uważałam, że efekty są super, ale ciężko ją zmyć (jak smołę) i nie chciało mi się jej przez to nakładać. Wiem, że niektóre maski się ściąga, ale ona nie zasychała mi nigdy równomiernie i myślałam, że to opcja, którą trzeba zmyć - pewnie nakładałam jej za dużo.


Glamglow ThirstyMud, DreamDuo & GravityMud masks, Chanel Neapolis Summer 2018 Collection (more soon)

2/15/2018

DETOX JUICES


W dzisiejszym poście kilka słów o detoksie sokowym - w jakim celu się go przeprowadza, przygotowanie, przebieg i efekty, których możemy się spodziewać. Nie planowałam tego wpisu, ale pod zdjęciem na Instagramie padła taka propozycja i dużo osób polubiło komentarz, więc domyślam się, że Was to zainteresuje. :) Do detoksu miałam kilka podejść, często zabawa kończyła się na drugim dniu i zawsze było to wtedy, gdy podejmowałam wyzwanie bez odpowiedniego przygotowania lub wystawiałam się na pokusy (np. impreza, na której planowałam pić tylko soki - jaaasne, że to się uda).

Na początek - bo pewnie wiele z Was po to tutaj przyszło: detoks i chudnięcie. Wiem, że wiele osób postrzega detoks jako drogę na skróty do zrzucenia kilku kilogramów, chcą pomęczyć się kilka dni i cieszyć rezultatem. To nie działa do końca w ten sposób - po detoksie tracimy kilka kg, około 2-3, jednak połowa z tego to po prostu zawartość jelit i wraca wraz z samą masą przyjętego później pokarmu. Pozostałe 1-1,5kg to woda i tłuszcz, ten drugi nie wróci, jeżeli po detoksie przestawimy się na zdrowsze nawyki żywieniowe i postaramy się utrzymać zdrową dietę. Detox jest dla mnie genialną formą wstępu do rozpoczęcia zdrowej diety (albo chociaż zdrowszej, ja też nie odżywiam się perfekcyjnie). Jest też idealnym rozwiązaniem w momencie, gdy mamy poczucie przesytu, szczególnie po np. Świętach albo okresie, w którym zaniedbaliśmy kwestie żywieniowe i zupełnie popuściliśmy pasa. Ogólnie, nawet starając się jeść w miarę zdrowo, jesteśmy skazani na syf i chemię w pseudojedzeniu (nie zawsze jest możliwość i CZAS na zweryfikowanie pochodzenia produktów, które jemy) i dobrze jest raz na jakiś czas zresetować układ pokarmowy. Czasami mamy wrażenie, że mimo, iż jesteśmy młodzi i teoretycznie zdrowi, czujemy się i wyglądamy po prostu źle - zanieczyszczona blada skóra, słabe paznokcie, podkrążone oczy, zmęczona twarz. Za wszystko to odpowiada życie i posiłki w biegu, puste kalorie i wszędobylski syf w jedzeniu, który później w nieskończoność zalega w naszym układzie pokarmowym. Dodatkowym wielkim profitem płynącym z kuracji jest skurczony żołądek - po kilku dniach żołądek się kurczy, nie jestem już w stanie zjeść takich porcji, jakie pochłaniałam przed. Dobry moment, żeby wprowadzić zasadę mniejszych porcji.

Jak zacząć? Po pierwsze: sam detoks również wymaga odpowiedniego przygotowania. Gdy podejdziemy do niego z biegu to nie wróżę dobrych efektów, bardzo ciężko wytrzymać, gdy przechodzimy z trybu pchania dużych ilości ciężkiego jedzenia do opcji soki. Pierwszym błędem jest mechanizm "napcham się i zjem wszystko, bo jutro detox" - nie wytrzymacie nawet dnia, bo organizm po takiej bombie kalorycznej będzie domagał się tego samego dzień później. Na czym polega przygotowanie się? Około 2 tygodnie przed zaczynamy jeść mniejsze porcje posiłków, wprowadzamy do diety dużo warzyw i owoców, rezygnujemy z fast foodów, ograniczamy typowo węglowodanowo-tłuszczowe ciężkie dania typu makarony z sosami/sprawy ziemniaczane/białe pieczywo/rzeczy smażone, unikamy alkoholu i cukru oraz pijemy dużo wody z cytryną/ziołowych herbat oczyszczających. Dla mnie ważne jest też wybranie odpowiedniego momentu, czyli takiego, kiedy nie chodzi za mną żadne konkretne danie, nie mam zachcianek. Mam czasami takie dni, że myślę o makaronach (lub innym konkretnym daniu) 24/24 i wtedy nie ma szans, żeby detoks się udał. Czekam aż nadejdzie czas, kiedy nie mam pomysłu na posiłek. A po trzecie - nie ustawiać detoksu tak, żeby pokrył się w czasie z okresem, kiedy musimy być pełni energii fizycznej lub czeka nas duży wysiłek umysłowy, jakieś ważne projekty. W połowie kuracji opada się z sił. Dobrze też nie umawiać się ze znajomymi do kina (tak skończył się jeden z moich detoksów - sokiem, który wzięłam ze sobą ostatecznie popijałam wielkie pudło popcornu) czy na inne wyjścia, na których może kusić nas jedzenie.


Na czym polega detoks? Długość i zestaw soków (wg stopnia zaawansowania/kaloryczności napojów) dobieramy do swoich potrzeb i możliwości. Są różne warianty, 2 dni to za krótko, bo nie zdążymy zaobserwować pozytywnych efektów, które pojawiają się dopiero na trzeci dzień. Na początek idealna jest opcja 3-dniowa. Kolejnym razem możemy porwać się na 5 dni. Kurier dostarcza rano pakiet 6 soków na cały dzień, zastępujemy nimi wszystkie posiłki. Można pić tylko wodę lub ewentualnie zieloną herbatę. Żadnej kawy czy napojów typu zero kalorii - chodzi o to, żeby odtruć i oczyścić organizm z toksyn.

A teraz coś o przebiegu. Oczywiście to moje wrażenia, ale wypytałam znajome osoby, które też zdecydowały się na oczyszczanie i u nich wyglądało to bardzo podobnie. Pierwszego dnia budzimy się zadowoleni z podjętego wyzwania, już na sam widok lodówki pełnej soków czujemy się zdrowsi. Entuzjazm zazwyczaj opada około godziny 16 a o 20, jeżeli dzień wcześniej zjedliśmy wszystko, co się da, najprawdopodobniej znajdziemy jakąś "logiczną" wymówkę do zakończenia detoksu (tutaj wychodzi jak ważne jest przygotowanie) a jeżeli wstęp był, to pomęczymy się i pójdziemy spać. Drugi dzień - w moim odczuciu najgorszy. Pojawiają się dzikie gastronomiczne fantazje. Organizm odcięty od cukru i jedzenia zaczyna domagać się wszystkiego co ciężkie, tłuste, słodkie i niezdrowe. Pojawia się zmęczenie, brak sił, czasami występują bóle głowy. Tak jak pisałam wcześniej - najlepiej nie planować nic na ten dzień, bo osłabienie mocno daje się we znaki.  Dzień trzeci - do połowy dnia to samo co w dniu drugim + apatia i obrzydzenie na samą myśl o sokach, które w tym momencie wydają się smakować wszystkie tak samo, są ostatnią rzeczą, na jaką mamy ochotę i zarzekam się, że nigdy już ich nie tknę. Jednak pod koniec dnia coś się zmienia i zaczynam odczuwać pozytywne skutki - lekkość i odpala się tak jakby ukryta "rezerwa" energii. Dzień czwarty to właśnie to, po co warto robić kurację. Dużo energii, uczucie czystości, dobry nastrój. Mijają chęci na śmieciowe jedzenie, jest uczucie głodu, ale już nie takie przytłaczające a myśli skierowane są na zdrowe produkty - ostatnim razem czwartego dnia myślałam o sałatce fattoush, czyli nie tak jak w dniu drugim o pizzy Fryty Boyz, carbonarze, Kinder Country i Coca-Coli. Trzeba pamiętać, żeby w trakcie pić dużo wody! Przez płynną formę soków wydaje nam się, że jesteśmy nawodnieni, ale oprócz soków powinniśmy przyjąć dodatkowo ok. 2l wody. Dobrym pomysłem jest relaks na saunie, żeby dodatkowo się oczyścić. Można wykonywać lekkie ćwiczenia typu joga czy pływanie.

Jakie soki wybieram? Jest sporo marek, próbowałam do tej pory trzech i wszystkie soki mi smakowały. Najbardziej jednak trafiają w mój gust te od The Cold Press Juices - chodzi mi o smaki i opakowanie. Bardzo lubię pić schłodzony sok ze szklanej butelki, z plastiku wszystko smakuje jakoś inaczej, dla mnie gorzej. Decydując się na soki w plastikowych butelkach zawsze przelewałam je do szklanek. Ogólnie soki tej marki są stałym elementem mojej diety, mieszkam bardzo blisko sklepu stacjonarnego i prawie codziennie wpadam po butelkę - jest to moje drugie śniadanie, nie zawsze mam okazję zjeść owoce/warzywa a jak wypiję taki sok to wiem, że organizm otrzyma zastrzyk witamin. Mam swoje trzy ulubione smaki: Dirty Talk (na zdjęciu), w jego skład wchodzą aktywny węgiel, lawenda, miód, cytryna i woda alkaiczna; Here Comes the Sun czyli jabłko, ananas, limonka i mięta oraz Yes Please - jabłko, ogórek, cytryna, mięta i aloes. Na co dzień kupuję tylko te trzy.

Na koniec kilka słów o tym, jak odżywiam się na co dzień. Ogólnie gdyby zdrowe odżywianie się było kwestią zerojedynkową to wolałabym być gruba i niezdrowa, ale jeść rzeczy, które lubię. Kocham jedzenie i nie wytrzymałabym na 100% zdrowej diecie. Ja dostosowuję sposób odżywiania się do siebie, robię tak, żeby czuć się lekko i dobrze a jednocześnie nie odmawiać sobie wszystkiego i nie pozbawiać się tej wielkiej przyjemności, jaką daje jedzenie. Nie mam rozpiski ile gramów tego i tamtego powinnam zjeść danego dnia, jednak zauważyłam, że łatwo robić to intuicyjnie. Zaobserwowałam też, że jedzenie non stop swoich ulubionych dań sprawia, że czuję się ciężko i nie czerpię z nich aż tak dużej radości jak wtedy, gdy dozuję sobie przyjemność i pozwalam sobie na nie rzadziej. Obecnie jem dużo zdrowych rzeczy i nie robię tego za karę, po prostu czuję się po nich lepiej. Jak najdzie mnie ochota na coś mącznego lub ciężkiego to też nie ma nic złego w zjedzeniu takich rzeczy 1-2 razy w tygodniu. Wykluczyłam cukier, raz na jakiś czas jem ciastko, ale nie piję już hektolitrów Coca-Coli dziennie, nie słodzę herbaty. Jem głownie na mieście i nie wybieram miejsc typowo fit, ale jak zdecyduję się na obiad typu zupa + mięso z puree/risotto albo makaron to staram się to zrównoważyć i na kolację zjeść wtedy np. jakąś fajną sałatkę. Tym sposobem od listopada schudłam ok. 8kg + czuję się dużo lepiej. Moim celem jest nauczenie się jedzenia 5 posiłków dziennie. Niestety, ale zawsze wychodzi tak, że jem tylko trzy. Jest to w głównej mierze wina braku umiejętności planowania posiłków i tego, że nie gotuję w domu - nie mam pod ręką składników na fajne danie, do sklepu nie mam czasu/nie chce mi się iść, z resztą i tak nie miałabym pomysłu a wychodzić na miasto na każdy posiłek/czekać na dostawę też nie za bardzo, więc po prostu pomijam danie. Także chcę wypracować sobie nawyk planowania posiłków i przygotowywania części w domu. Może polecicie mi jakieś blogi ze zdrowymi przepisami (niekoniecznie klimat fit-konserwatyzm, ale żeby to nie były dania typu Tasty :D). Cateringami raczej nie jestem zainteresowana, bo niestety większość to po prostu słabe jedzenie na levelu jakościowym typu papierowy kurczak i coś łososiopodobnego z bistro na wagę, jak tutaj przy takiej ilości firm znaleźć naprawdę dobry?

Wpis nie jest sponsorowany, ale zwróciłam się do marki z prośbą o udzielenie kilku informacji i przy okazji otrzymałam rabat dla czytelników, także możecie wykorzystać 10% zniżki na zestaw z thecoldpressedjuices.com.pl używając hasła HORKRUKS10 przy finalizacji zamówienia. Kod jest ważny do 20 lutego. :)


COS t-shirt, Epuzer leather jacket, Saint Laurent belt, Levi's 501 Skinny via Previa jeans, Gold Goddess earrings, Staud bag + Indigo Mr. Black nails

2/13/2018

On my mind



Yeezy top & boots, Jacquemus blazer (similar here), Zara blazer, George Keburia sunnies, Shevoke sunnies, H&M Trend shirt, Gold Goddess earrings

2/11/2018

Black layers


Yeezy hoodie (similar here - H&M Trend), my boyfriend's t-shirt, Saint Laurent bag, Oscar Tiye boots

2/10/2018

Valentine's Day essentials


Le Petit Trou Christine bra, Tiffany & Co. fragrance, Chanel Neapolis Les 9 Ombres Affresco palette & Rouge Allure Luminous Intense 174 Rouge Angélique lipstick & Stylo Yeux Waterproof 939 Nero Volcano eye pencil 

2/07/2018

Timeless pieces


H&M Trend shirt, Levi's 501 jeans, Saint Laurent belt & bag, MISBHV boots

Biała koszula + luźne Levi'sy to jedno z tych połączeń, które nigdy mi się nie znudzą. Do tego skórzany pasek i klasyk - torebka Saint Laurent Sac de Jour w wersji nano - uwielbiam małe torebki, tak się do nich przyzwyczaiłam, że każda większa wydaje mi się za duża. Mam też do Was małą prośbę - czy moglibyście wypełnić ankietę związaną z budową mojego bloga? Chcę W KOŃCU zabrać się za zmianę wyglądu strony i dodać kilka nowych funkcji, chciałabym wiedzieć co w obecnej budowie przeszkadza Wam najbardziej a co zostawić. Dzięki! :) Tutaj link do ankiety.

2/01/2018

Oscar Tiye boots


Porte Privé blazer, Saint Laurent belt, Staud bag, Oscar Tiye boots

1/31/2018

Basics: t-shirt, blue jeans & Céline sunnies


COS t-shirt, Levi's 501 Skinny jeans, Céline sunnies, Louis Vuitton boots

1/28/2018

Just one picture


Yeezy hoodie & sweatpants, vintage fur, New Balance 990v4 sneakers

1/26/2018

Réalisation


Réalisation silk dress, Tous earrings, Staud bag, Saint Laurent heels + thank you The Icon Agency for letting me use this beautiful interior!

1/24/2018

On my mind



H&M Trend ribbed sweater, Jacquemus ribbed sweater & shirt dress, Magda Butrym dress & trench coat, Staud bag, Balenciaga sunnies, YES earrings

1/22/2018

The detail


Gucci headband, Sfera sheepskin coat

Odbieram przesyłki i od jutra lub środy zaczynam nadrabiać outfitowe zaległości - wolałam się jeszcze trochę wstrzymać i poczekać na paczki z nowościami, nie lubię po przerwie wracać z tymi samymi rzeczami, ale w innych kombinacjach. :) Wrzucam pojedynczy portret w owczym płaszczu (to taki rodzaj skóry, jak te kosmate dywany) i w opasce - tym razem założyłam ją w sposób, który kojarzy mi się z tymi (klik) propozycjami Miu Miu na wiosnę 2018.

1/20/2018

Faves of January / Tom Ford, Zofia Chylak, Clarins & Urban Decay


Szybki wpis o rzeczach, które chcę "uwiecznić" w zakładce beauty. Wiecie, że lubię matowe szminki w kolorze ust - wczoraj doszła do mnie pomadka z ostatniego "on my mind" - Tom Ford Boys & Girls Lip Color odcień Evan - kilka lat temu Tom Ford w kolekcji Lips & Boys stworzył linię 50 "chłopców", teraz dołączyło do nich 50 dziewcząt - podobnie jak w przypadku chłopaków, nazwy pomadek zostały zainspirowane imionami osób, które odegrały znaczącą rolę w życiu Toma Forda. Matowy Evan (który nie jest nowością, ale dopiero teraz odkryłam ten kolor) był strzałem w dziesiątkę, przepiękny odcień! I fajny mały rozmiar - mają 2g., dla mnie super opcja, bo moje ulubione torebki są nieduże i każda oszczędność miejsca ma znaczenie. A u Zofii Chylak pojawiły się już skórzane etui na iPhone X i Plusy, są idealne!

Do lekkiego konturowania twarzy używam obecnie palety Urban Decay Naked Skin Shapeshifter - ma dwa segmenty przedzielone lusterkiem, skupię się na tym ze zdjęcia, bo drugiego nie stosuję. Z tej części wykorzystuję wszystkie 4 warianty - bronzerem konturuję twarz (standardowo: policzki, broda, czoło - za nos i inne bardziej skomplikowane operacje się nie zabieram) a następnie rozświetlam górę kości policzkowych. Kolor drugi od prawej (ten ciemny beż) służy mi jako cień do powiek - obmalowuję nim oko dookoła a następnie dodaję trochę błysku/rozmywam kontur rozświetlaczem. W wewnętrznym kąciku nakładam odrobinę jasnego beżu (drugi od lewej).


Tom Ford Boys & Girls Lip Color - The Boys - Evan (matte) lipstick, Zofia Chylak iPhone case, Clarins Multi-Active Jour cream, Urban Decay Naked Skin Shapeshifter contour kit

1/15/2018

Cortina d'Ampezzo / Moncler Grenoble


Wybaczcie ponad tydzień przerwy w stylizacjach, ale w zasadzie nie miałam okazji zrobić zdjęć - całe dnie przebywałam na stoku. W przyszłym tygodniu wracam z miejskimi nowościami a dzisiaj publikuję kilka ulubionych zdjęć z Cortiny. Zapewne wiele z Was uprawia sporty zimowe, więc podzielę się kilkoma uwagami na temat tego położonego w samym sercu Dolomitów kurortu - bardzo spodobało mi się to miejsce i warto wybrać się tam w styczniu - szczyt sezonu turystycznego przypada na okres okołoświąteczny co mija się z naszym, bo statystycznie wyjeżdżamy na narty w okolicach ferii - stoki w tygodniu (poza weekendem) są teraz prawie puste + trafiliśmy na idealne warunki pogodowe a piękno gór jest oszałamiające - Dolomity wyglądają zupełnie inaczej niż druga strona Alp - są wyjątkowej urody - pomarańczowe, kontrastowe i mają jedyną w swoim rodzaju strukturę. Infrastruktura narciarska w Cortinie jest bardzo vintage (chodzi mi o wyciągi/gondole itp.), ale sprawnie nadzorowana a stoki dobrze przygotowane, nikomu chyba nie śpieszy się do modernizacji. Stoki w Cortinie obejmują łącznie ok. 120km tras - mój ulubiony obszar to Cinque Torri.


W kwestii cen - Cortina uchodzi za miejsce modne i nieco snobistyczne, uogólniając rzeczywiście jest odrobinę drożej niż np. w Austrii albo innych rejonach Włoch, ale plusem jest, że nie żałuje się wydanych $ - gdziekolwiek nie pójdziecie, tam zjecie coś smacznego, nawet w bardzo turystycznych knajpach czy w schroniskach. Podoba mi się również to, że Cortina nie jest wydmuszką - to "prawdziwe" miasto, w którym od wieków mieszkają ludzie a nie ośrodek, który powstał wraz ze stworzeniem wyciągów, martwy poza sezonem. Jazda na nartach daje mi dużo radości a szlifowanie umiejętności postawiłam sobie za zimowy cel - w tym sezonie wybierzemy się chyba jeszcze do Sölden. :)


No i ostatnia rzecz - strój. Oczywiście nie mogłam odpuścić okazji do skompletowania czegoś w moim stylu - wybrałam klasyczną zapinaną w talii kurtkę Moncler Grenoble, model Bauges - jest ciepła, wiatroodporna oraz nieprzemakalna, dopasowane i baaardzo wygodne spodnie Descente (model Stacy) + kask POC Fornix, skórzane rękawiczki i gogle (model Just B) marki Bogner. A włóczyć się po zaśnieżonych okolicach najwygodniej mi jest w Moon Bootach (mam matowy model Classic Plus) i grubych mięsistych legginsach termoaktywnych. Prawie wszystkie rzeczy kupiłam w sklepie S'portofino, który ma szeroki wybór premium ubrań i akcesoriów narciarskich - można upolować tam też super rzeczy w dobrej cenie, przykładowo - spodnie Descente warte ok. 1800zł kupiłam pod koniec listopada za niecałe 700zł - poza standardową promocją załapałam się na rabat z Black Friday, także warto zaglądać.


Moncler Grenoble jacket, Bogner goggles & leather gloves, Descente Stacy pants, MOON BOOT Classic Plus boots / POC helmet, Völkl ski poles, Bogner leggings